Elżbieta – kobieta, która została królową

Elżbieta II kończy właśnie 91 lat i jest najdłużej panującą brytyjską monarchinią. Jej znak rozpoznawczy to kamienna twarz i charakterystyczny, nic nie zdradzający uśmiech.

Mimo że stoi na czele rodziny królewskiej od ponad 65 lat, nie zawsze jest pierwszą osobą, która przychodzi nam na myśl, gdy mowa o brytyjskich monarchach. Obecnie największą uwagę przyciągają Kate i William, którzy przyczynili się nie tylko do odmłodzenia, ale także znacznego ocieplenia wizerunku rodziny królewskiej. O Elżbiecie II nie myślimy raczej w kontekście ikony stylu, przykładnej matki, babci czy żony. Ma ona wizerunek chłodnej i dbającej wyłącznie o dobro monarchii królowej, która nawet nie przyjechała do Londynu, by opłakiwać śmierć ukochanej przez lud Diany. Uważana jest raczej za oziębłą i trzymającą się dawnych zasad monarchinię.

Muszę przyznać, że taką Elżbietę II przyjęłam za pewnik i mimo że na studiach poznałam sporą część historii brytyjskiej (łącznie z ciekawostkami z kuluarów pałacu), obejrzałam wiele dokumentów i przeczytałam trochę książek o rodzinie królewskiej, tylko utwierdzałam się w swoim dotychczasowym przekonaniu. Jedynym ludzkim odruchem o jakim mówiono i pisano była miłość do koni i psów corgi. Niezbyt dużo, nie sądzicie? Wszystko to do momentu pojawienia się hitowej produkcji Netfliksa – serialu „The Crown”. Początkowo nie spodziewałam się, że może on wnieść coś nowego do mojego spojrzenia na rodzinę królewską. A jednak! Dzisiaj muszę przyznać, że jest mi trochę głupio, gdyż traktowałam królową bardzo stereotypowo, a po obejrzeniu serialu zupełnie zmieniłam swoje wyobrażenie na jej temat. Nagle Netflix ukazał tę posągową postać z zupełnie innej strony i zmusił do „niesamowitego” odkrycia: Elżbieta jest kobietą! Królowa jest człowiekiem! WOW!

Elizabeth II

Naszym oczom ukazała się młoda osoba, która zanim zasiadła na tronie była zwykłą dziewczyną z głową pełną marzeń.

Już jako trzynastolatka zakochała się bez pamięci w osiemnastoletnim Filipie, playboy’u z kilkoma funtami w kieszeni, nieciekawą przeszłością i licznymi romansami na koncie. Nie był on idealnym kandydatem na męża przyszłej królowej jednak Elżbieta w tajemnicy przyjęła jego oświadczyny i pomimo niechęci ojca, króla Jerzego VI, poślubiła go. Do tego córeczka tatusia, miłośniczka koni, dowcipna siostra. Całe to „królowanie” spadło na nią jak grom z jasnego nieba, mimo że od najmłodszych lat była do tego przygotowywana. Z dnia na dzień okazało się, że nie ma czasu na udekorowanie domu (w którym finalnie nawet nie zamieszkała), zwykła rozmowa z siostrą stała się czymś nieosiągalnym, nie wspominając już o czasie spędzonym z mężem.

W naszych wyobrażeniach jedna z najpotężniejszych kobiet na świecie powinna być jedną z tych najszczęśliwszych, mających wszystko. To jednak, delikatnie mówiąc, wydaje się być mało prawdopodobne. Decyzje, które podejmuje zwykle są jej narzucane i często nie pokrywają się z jej własną opinią, życie rodzinne uzależnione jest od zawodowego i często schodzi na drugi plan, a jej szczęście jest najzwyczajniej nieważne.

Oczywiście w tym całym szaleństwie królowa nauczyła się sprytnie przemycać swoje pasje i zachcianki tam, gdzie tylko znajdzie na nie miejsce w dworskiej etykiecie i obowiązkach monarchini.

Legendy krążą o jej uwielbieniu do psów corgi, które są jednymi z najważniejszych domowników pałacu. Przecież „tylko corgi nie grzeszy” – ulubione hasło królowej. Jeśli któryś z psiaków ugryzie jednego z gości pałacu, na pewno jest to wina… ugryzionego! Podobno psy znają się na ludziach.

Stała się również ikoną stylu i choć dzisiaj to księżna Kate wyznacza trendy, Elżbieta wciąż przykuwa ogromną uwagę. Dziewięćdziesięciolatka uwielbia żywe kolory, dlatego często jej wręcz jaskrawe stroje są szeroko komentowane. To kolejne „szaleństwo”, na jakie może sobie pozwolić.

Nie wspominając już o jej małżeństwie. Wielka miłość królowej została zweryfikowana z biegiem czasu. Kiedy Elżbieta podjęła decyzję o poślubieniu Filipa, nie mogła przewidzieć, że jej mąż pozostanie wierny swoim zapędom do romansów i pomimo nieudanego związku, rozwód nie będzie wchodził w grę. Trochę na własne życzenie, a trochę wbrew sobie królowa utknęła w nieszczęśliwym małżeństwie. Historycy często podkreślają, że ich związek jest partnerski, a partnerstwo to opiera się na separacji. Wydaje się, że jest to sytuacja bez wyjścia, jednak Elżbieta i na to znalazła sposób. Królowa dyskretnie, jednak dotkliwie, potrafi wyrazić swoje uczucia. Za swoje występki Filip został ukarany nie otrzymując żadnej formalnej roli na dworze, a do 1956 roku nie otrzymał też tytułu księcia.

Niewątpliwie Elżbieta bardzo profesjonalnie podeszła do swojej roli, niejednokrotnie porzucając własne ideały dla dobra kraju. Bez reszty oddała się byciu królową, poświęcając swoje relacje z najbliższymi i narażając na szwank małżeństwo.

Przede wszystkim jednak Elżbieta poświęciła coś co miała najcenniejsze – siebie. Bo czy w zarządzaniu krajem, słuchaniu licznych doradców, podejmowaniu decyzji narzuconych przez innych jest jeszcze miejsce i czas, na siebie, swoje pasje i uczucia? Czy porzucając własne ideały i podporządkowując się dworskiej etykiecie można jakkolwiek pozostać sobą? Trudne. Uważam jednak, że każdy człowiek w takiej sytuacji, będzie próbował przemycić odrobinę własnych małych radości do codziennej rutyny. To się nazywa królewski instynkt przetrwania…

Karolina

Powiązane artykuły:

144 views
Wróć