Migawka: 5.30 czas start

Godzina 5 minut 30 rozpoczął się kolejny piękny dzień mojego życia.

Czy aby piękny? Przecież kto o zdrowych zmysłach wstaje zimową porą o 5.30, gdy sądy zaczynają pracę o 8.00. Sąd to miejsce determinujące cały dzień mojej pracy. Tak, ale przecież nie da się rozdzielić pracy od życia, w którym poza aplikantem adwokackim jestem żoną, matką, córką, wreszcie przyjaciółką, koleżanką… kobietą. 5.30 to godzina, w której rozbrzmiewa, na dwa migdałki, mój biologiczny budzik… Jaś! (chłopiec lat półtora). Szybkie poderwanie, strudzonego po nocnym wypoczynku ciała, jeszcze na oślep bieg do łóżeczka w celu sprawdzenia, w jakiej kondycji po nocy znajduje się sens mojego życia. Zaraz potem przygotowanie na prędce mleka bogatego w wysokiej jakości białko OPTI-PRO a po naszemu płyn mający choć na chwilę uspokoić dzieciaka.

Setki a wręcz tysiące czynności przebiegających pomiędzy kuchnią, łazienką a wędrującym dzieckiem muszą w efekcie końcowym doprowadzić do wyniku w postaci przygotowanej starannie kobiety, która nie zaliczy w ciągu dnia żadnej wpadki.

W między czasie już w drodze do szkoły i pracy są mąż i córka, którym starannie w lukach czasowych sporządziłam kanapeczki i wydałam szereg cennych dyspozycji. Z mężem uzupełniamy się doskonale, ewidentnie jesteśmy na fali wznoszącej, choć bywało różnie. Uff… chwila wytchnienia i oczekiwanie na mamę lub opiekunkę, które przejmą pozorną kontrolę nad Jasiem.

W samochodzie czas na telefon do przyjaciółki. Jest ode mnie 700 km, wiedzie spokojne życie, przynajmniej z mojej perspektywy. Jest żoną i matką dwóch małych chłopców. Wykonuje świetny zawód jest lekarzem – radiologiem. Tylko pozazdrościć 5 godzin pracy dziennie! Ma piękny dom z ogrodem i dobrą teściową, w myśl zasady, że dobra bo mieszka 500 km dalej. Dziennie potrafimy wygospodarować dla siebie nawet półtorej godziny na rozmowę. Rozmowę o wszystkim i wszystkich. To moja podpora i siostra dobra rada.

Dotarłam do kancelarii. Mój szef jest ekscentrykiem i to dość delikatnie powiedziane.

Do tego ma niekonwencjonalne podejście do relacji damsko – męskich, ale bardzo go lubię. Jak dostojny jest mój szef, obrazuje fakt, że mój młodszy brat student, mówi o nim gubernator Kalifornii. W rzeczywistości jest adwokatem. I póki co nie startuje na prezydenta. Po otrzymanych od szefa na cały dzień dyspozycjach, biegnę do aresztu śledczego, do klienta. To sympatyczny, młody człowiek, aż trudno uwierzyć, że porąbał siekierą całą swoją rodzinę. Wtedy myślę, ludzie to mają problemy. Oczywiście utrzymuje on, że jest niewinny. Tłumacząc, że w trakcie zdarzenia nie był sobą.

Popołudnie to nowy dzień. Edukacja, rozrywka, spacer, gry, głównie z myślą o członkach mojej rodziny. Zawsze staram się celebrować wspólny czas. Mogę wysłuchać jak przebiegł dzień w szkolę, pracy. W natłoku emocji związanych z różnymi wydarzeniami, trudno znaleźć jednak miejsce na to aby ktoś wysłuchał jak ja, spędziłam dzień. A przecież biegłam do sądu, myśląc czy zabrałam ze sobą akta, tuż przed salą analizowałam szczegółowy scenariusz stron, powtarzałam pytania do istotnych świadków. Zastanawiałam się czy pani sędzia będzie miała dobry humor i czy pamięta mnie z praktyki, którą odbyłam w sądzie.

Wreszcie przed salą, 5 minut przed wyznaczonym na posiedzenie sądu terminem, spotykam starszą koleżankę po fachu. Zwracam uwagę w szczególności na jej piękny żakiet, starannie ułożone włosy, przedłużone rzęsy, hybrydę na paznokciach, każdy palec w innym kolorze, szpilki długości, która mogłaby sugerować, że są to buty które można by zakwalifikować jako niebezpieczne narzędzie, mogące przeszyć przeciwnika procesowego na wylot. Wymieniamy wzajemne uprzejmości, próbujemy rozmawiać o czymś przyjemnym, mimo że obie tak naprawdę myślimy tylko o sprawie. Tak mija dwadzieścia minut. To nic nadzwyczajnego, w sądzie często poprzedzające się sprawy mają opóźnienia. Wreszcie po około 30 minutach „obsuwy”, wchodzimy na salę i sędzia komunikuje nam, że z winy sekretariatu nie zawiadomiono o terminie świadków, którzy mieli być przesłuchani. Kolejny termin sąd wyznacza za 4 miesiące. K…..! tak by pomyślał każdy, kto nie przywykł do sytuacji stresowej i kto nie wie, że…

…poza życiem zawodowym jest spokojne, miłe i radosne, życie rodzinne… Nie narzekam. Naprawdę codziennie za nie dziękuję.

 

Matka Polka

Powiązane artykuły:

213 views
Wróć