Moi by Lena Schimscheiner

Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie Kasia, z którą znamy się od lat. Zapytała, czy nie chciałabym pisać do nowego magazynu dla kobiet.  

OK, brzmi super! Tylko co ja mogę pisać? Wszyscy dobrze wiemy, że pisanie o sobie przychodzi najgorzej. Ale pomyślałam „Spróbuję, czemu nie? Życie jest jedno i próbować w nim trzeba wszystkiego”. Dlatego na samym początku chciałabym Wam w skrócie opowiedzieć, jak to się wszystko zaczęło i jak znalazłam się w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj.

Mówi  się, że jabłko pada niedaleko od jabłoni i w moim przypadku teoria ta sprawdza się dosłownie, gdyż przez, a raczej dzięki, moim rodzicom teatr towarzyszył mi od najmłodszych lat.

Pod teatr przyjeżdżaliśmy polonezem. Pamiętam szczegółowo większość zdarzeń z czasów dzieciństwa, kiedy biegałam między dekoracjami w trakcie prób. Już jako niemowlę leżałam w garderobie teatralnej pod sukienkami, w koszu do prania, bo rodzice nie mieli żadnego nosidełka.

W następnych latach regularnie byłam konieczną częścią spektakli. Była zabawa, bieganie, charakteryzacja, czyli testowanie wszystkich kolorowych przyrządów do makijażu. W późniejszych latach, kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, w garderobach odrabiałam zadania domowe i od małego obserwowałam ludzi, którzy ten teatr tworzą.

Bo spektakl to nie tylko gotowy „produkt”, ale przede wszystkim ludzie. To rzadkie, że w jednym budynku może znaleźć się tyle ciekawych osobistości. Sam fakt tak dużej różnorodności był dla mnie niesamowity. Byłam jak dziecko rzucone w wir światopoglądów. Od każdego usłyszałam coś nowego, uczyłam się. Jedno, co wiedziałam i co było pewne to, że tych ludzi łączy wspólna sprawa – spektakl. Razem tworzyli, razem jedli, śmiali się, płakali, przebierali, malowali, a w przerwach oglądali sport i palili papierosy. Wtedy pojęcie teatru i tworzenia sztuki nabrało w mojej głowie rozmiarów niebotycznych. Niezwykle piękne jest to, jak dziecko postrzega teatr, kiedy jest w nim od środka, a jeszcze bardziej zadziwia to, jak zmienia się perspektywa patrzenia na rzeczywistość teatralną wraz z wiekiem.

Dla mnie czas od wyjścia z domu po opuszczenie kurtyny, był czymś magicznym, świętym. Normalne było dla mnie to, że mama jest Babą Jagą z garbem i bez zęba albo, że chodzi w wielkiej barokowej sukni z metrową peruką.

Codziennością był widok taty w obcasach i rajstopach. Ten przepiękny czas zawdzięczam właśnie im, bo chcąc nie chcąc, nieświadomie pokazali mi przepiękną i najbardziej wymarzoną dla dziecka rzeczywistość. Świat nierealny, a przecież prawdziwy. Świat ludzi udających, a zarazem zachowujących się zupełnie normalnie. Świat kolorowych dekoracji, bajkowych strojów, jaskrawych świateł i zakamarków nie do odkrycia. To był mój świat. Byłam częścią tego teatru i razem ze wszystkimi pracownikami artystycznymi i technicznymi działałam dla jakiejś sprawy. Czułam się potrzebna a do tego miałam przy sobie ludzi, których kocham! Dzięki tym doświadczeniom ukształtowała się we mnie moja perspektywa patrzenia na rzeczywistość; na to jak powinna wyglądać naprawdę, jak bym chciała, żeby wyglądała, a także jakie marzenia i cele pragnę osiągnąć.

 

Z dzisiejszej perspektywy myślę, że to właśnie ten czas – dzieciństwo – najbardziej wpływa, na to kim jesteśmy teraz. To, co ma najmocniejsze korzenie w latach młodości, tej, której nie pamiętamy, albo tej, którą pamiętamy jak przez mgłę.

Powodów, dla których zajęłam się aktorstwem jest dużo. Na pewno głównym z nich jest fakt, że dorastałam w tym świecie. I nawet jeśli momentami silnie to z siebie wypierałam, to i tak wpłynęło to na moją sytuację na tyle solidnie, że jakoś nie wyobrażałam sobie robić cokolwiek innego. Moim szczęściem i zaletą jest fakt, że jestem ciekawa świata i mam chęci do wcielania się w inne osoby. A już na tym etapie, na którym jestem, mogę badać schematy życia i zachowania ludzi. Często zupełnie skrajnych osobowości.

Moja wrażliwość, troska o innych, ciekawość świata i potężna dawka energii, kształtują mnie jako osobę świadomą w wykonywanym zawodzie. A te cechy z pewnością w dużej mierze zdobyłam w dzieciństwie i środowisku, w którym się wychowywałam. Do tego dochodzi moja wielka satysfakcja. Satysfakcja z tego, że te ważne słowa nie są rzucane na wiatr, ale docierają i niosą za sobą dalsze refleksje. Człowiek oglądający i słuchający z zainteresowaniem to skarb. Ja od zawsze lubiłam okazywać emocje, przytulać się, kochać i pielęgnować wrażliwość. Moim marzeniem, myślę, że nieświadomym, było zagarniać energią przestrzeń i ludzi dookoła. Mnie zawsze było wszędzie dużo, zawsze chciałam być słuchana i zrozumiana. Toteż jest jeden z powodów mojego zawodu. Myślę, że największy.

Teraz, pracując na co dzień w Teatrze i biorąc udział w projektach teatralnych oraz filmowych, cały czas poszukuję. Staram się poznawać świat i poszerzać horyzonty.

Pasjonuję się podróżowaniem, uprawiam dużo sportów, jeżdżę na kolarzówce po Krakowie, słucham techno i właśnie dostałam szansę pisania do magazynu. Chciałabym pokazać, że świat nie zamyka się w czterech ścianach, które nas otaczają.

Tymi ścianami może być właśnie nasza praca, otoczenie, związek, znajomi, nasze miasto… Jest tyle nowych i ciekawych rzeczy, których możemy doświadczać. Ostatnio odkryłam nurkowanie. Zrobiłam OWD (open water diving) na Chorwackiej wyspie Vis. Myślałam, że na świat patrzy się z jednej perspektywy. Pod wodą mamy kolejny wymiar rzeczywistości. Uświadamiasz sobie, że możesz oglądać wszystko od drugiej strony, na nowo. Czujesz się jak niemowlę. Ile wymiarów obserwacji i doświadczeń mamy na co dzień?

Masz pasję, poznajesz ludzi, odkrywasz siebie, nie zamykasz się na jeden kierunek. Jako dziecko odkryłam inny wymiar teatru, a teraz próbuję odkrywać siebie na nowo, poznając i doświadczając życie na tyle, na ile to możliwe. Dlatego tak bardzo cieszę z zamysłu Moi, bo mogę sobą zarażać innych, pokazywać odkręconych ludzi z pasją, świat teatru od drugiej strony. Pokazać, że aktorka to nie tylko celebrytka z plotkarskiego magazynu, ale normalna równa babeczka. Bo ja to ja, a ty to ty i to jest właśnie najpiękniejsze.

Powiązane artykuły:

497 views
Wróć